| Anna Komorowska - 2010-06-18 12:37:21
Z Anną Komorowską pracownia k. rozmawia Ewelina Lasota
Wywiad przeprowadzono w ramach projektu "Rzecz małopolska. Etnodizajn Festiwal" (6-23 maja 2010 r.)
EL: Czy zabawa może być jednocześnie edukacją w zakresie sztuki, kultury i tradycji?
AK: Zabawa z perspektywy dziecka to ciężka praca, która pozwala mu zdobyć nowe doświadczenia. Nie tylko rozwija sprawność fizyczną, ale także edukuje. To, czy to będzie edukacja w zakresie sztuki, otaczającej przyrody czy kultury danej społeczności, zależy od miejsca, w którym mieści się plac zabaw.
EL: Projektanci często wykorzystują kulturotwórczą moc zabawy?
AK: To tak naprawdę jest pytanie o problem placów zabaw w Polsce. To, co widzimy na polskich placach, to głównie parki maszyn, a nie place zabaw, które zresztą traktuje się jak zło konieczne. Rzadko powierza się je projektantom. A przecież place zabaw powstają dla dzieci, którym potrzebne jest wpisanie w kontekst. Jeżeli osiedle jest niedaleko lotniska, to na placu powinien być samolot, a nie statek. Inaczej powinien wyglądać plac zabaw w mieście, inaczej na wsi. Właśnie dlatego, że to inne miejsce, inna historia i inne potrzeby dzieci.
EL: A czy na wsi dzieci nie bawią się po prostu w przydomowym ogrodzie albo w sadzie?
AK.: To jest najczęściej najlepsze rozwiązanie. Najbardziej inspirujące miejsca zabaw, jakie spotykamy na wsi, to domki na drzewie. Odpowiednikiem takiego rozwiązania w mieście są tzw. przygodowe place zabaw (adventure playground), popularne w Holandii, Niemczech, Anglii. Dzieci praktycznie w całości samodzielnie tworzą taki plac. Łącznie z tym, że posługują się siekierką, młotkiem, piłą. Pozwala to na automatyczne dostosowanie obiektów do ich skali i wieku. Poza tym dowodzi, że dzieci niekoniecznie potrzebują huśtawki czy zjeżdżalni. Gdyby potrzebowały, to próbowałyby je zrobić. A najczęściej tworzą zupełnie inne rzeczy.
EL: À propos potrzeb. Dzieci coraz częściej włączane są w proces projektowy jako mali eksperci. Efektem takich konsultacji często są niezwykłe rozwiązania – drewniany dinozaur w środku miasta, szachy z marchewki, statek piracki. Czy są w ogóle jakieś granice wyobraźni, jeżeli chodzi o projektowanie naturalnego placu zabaw?
AK: Na pewno są granice bezpieczeństwa. A jeżeli pytasz o wyobraźnię, to trzeba jeszcze zapytać – czym są naturalne place zabaw? To bardzo bezpośrednie przełożenie tego, w jaki sposób dawniej bawiły się dzieci. To otwarcie się na ich kreatywność. O naturalnym placu zabaw warto myśleć nie jak o projekcie zamkniętym. Dobrze dać dzieciom jakąś furtkę… One ze zwykłej gałązki są w stanie wyczarować cuda.
EL: Zabawa na takim placu najczęściej wiąże się z obawą rodziców, że dzieci się pobrudzą.
Czy sprawy nie rozwiązałby mały zbiornik z wodą na placu zabaw?
AK: Brak wody na polskich placach zabaw jest podstawowym problemem. Choćby w Niemczech woda jest jednym z głównych elementów zabawy. Po pierwsze dlatego, że mokry piasek lepiej się lepi, a po drugie po to, by po skończonej zabawie móc umyć ręce. Wydaje mi się, że współczesne uwielbienie dla sterylności jest jakimś dziwnym zjawiskiem. Wychowałam się w czasach, kiedy trzeba było kombinować, wymyślać łuki z patyków, domki na drzewach czy tunele w wysokiej trawie, a po takiej zabawie nigdy nie wracało się czystym. Zresztą ta pomysłowość jest dla nas esencją etno w etnodizajnie.
EL. To znaczy?
My rozumiemy etnodizajn przez pryzmat zaradności życiowej, którą naturalnie posiadali kiedyś mieszkańcy wsi. Dzieci nie miały tylu zabawek, co dzisiaj. Nierzadko tylko jedną, kupioną na targu lub wystruganą przez dziadka. Wszystko same musiały wykombinować. Poza tym wszystko było wykorzystywane w stu procentach. Dziś artyści robią akcje – jedna sukienka na 365 dni. Ale przecież dawniej to było powszednie. Co najwyżej kobiety zmieniały kolejność spódnic, jakie nosiły. I dla mnie właśnie to jest najciekawszą inspiracją wynikającą z etnografii – zaradność i kreatywność.
EL: A co z roślinnością?
AK: Przede wszystkim wiklina, która jest niesamowitym budulcem, ma mnóstwo zastosowań, jednak ciągle jest za mało doceniona. Kiedy myślę: dzieci, plac zabaw, roślinność, to myślę właśnie o wiklinie. To jest materiał dziecioodporny. Warte uwagi są rośliny, które były stosowane w ziołolecznictwie, a które często wykorzystywano na przykład do plecenia wianków świętojańskich. Z każdą rośliną wiąże się jakaś symbolika. Zasadzenie takich roślin na naturalnym placu zabaw albo w ogrodzie przy przedszkolu, gdzie dzieci same mogą podlewać grządki, pozwala na przekazanie im konkretnej wiedzy. Pozwala na budowanie scenariuszy zajęć, na opowiadanie ciekawych historii. To swoisty transfer kultury.

Fot. Marcin Wąsik
Pracownia k. (Anna Komorowska, Michał Rokita) – jej działalność można ująć w dwóch słowach: architektura i dzieci. Pracownia k. prowadzi warsztaty architektoniczne dla dzieci i młodzieży. Projektuje przestrzenie edukacyjne, place zabaw, ogrody przyszkolne i integracyjne.


