| Jan Feliks Kallwejt - 2010-06-18 12:04:05
Z Janem Feliksem Kallwejtem rozmawia Ewelina Lasota
 


Wywiad przeprowadzono w ramach projektu „Rzecz małopolska. Etnodizajn Festiwal” (6-23 maja 2010 r.)
 
 
EL: Wspomniałeś kiedyś, że jesteś fanem polskiego malarstwa naiwnego, szczególnie śląskiego.

JK: Tak, bardzo lubię malarstwo naiwne przedstawiające miejskie pejzaże i sceny z życia codziennego. Podobają mi się szczególnie prace Pawła Wróbla i Erwina Sówki, ale świetnych artystów było i jest na Śląsku naprawdę sporo. W swojej twórczości przedstawiają to, co widzą, w bardzo osobisty i unikalny sposób. Taka postawa jest mi bliska, niezmiernie męczy mnie odwzorowywanie rzeczywistości, najważniejsza dla mnie jest jej swobodna i osobista interpretacja.

EL: Jak odnalazłeś się w estetyce kultury Małopolski?

JK: Zainteresowały mnie detale architektury, zdobienia chat i przedmiotów użytku codziennego. Fascynujące jest dla mnie to, że kiedyś w domach prostych ludzi obecne było tyle sztuki i rękodzieła artystycznego. Upiększanie elementów ubogich nawet chałupek było czymś naturalnym, a przecież nie niezbędnym. Powtarzanie prostych elementów graficznych, zdobienie przestrzeni, które same się o to proszą, przychodzi naturalnie i nie jest trudne. Dlatego właśnie sztuka ludowa mogła się rozwijać swobodnie. W dzisiejszych czasach mimo powszechnego dostępu do kultury i edukacji, duża część społeczeństwa zatraciła potrzebę obcowania z pięknem. Trudno sobie wyobrazić na przykład, aby rolnik zdobił swój kombajn lub stodołę kwiecistymi wzorami.

EL: Kwiaton wywiedziony z i-poda, McIntosh z góralskim sercem zamiast jabłka – czy to komentarz wobec uniwersalizujących się wzorów kulturowych?

JK: Współczesna tendencja do ujednolicania jest oczywista. Kilkaset lat temu sąsiad podpatrywał sąsiada, który wykonywał dla siebie narzędzia czy meble. Także rękodzieło ujednolicało się regionalnie. Dzisiaj wygląda to podobnie, tylko że w zasięgu wzroku jest cały świat. Siłą rzeczy wszystko wszędzie jest coraz bardziej podobne. Nowością naszych czasów jest fakt, że przedmioty stają się ikonami.

EL: Od dłuższego czasu mieszkasz za granicą. Czy taki dystans pozwala Ci dostrzec coś rodzimego i zarazem interesującego w polskiej tradycji? Coś, do czego warto się odnieść, albo przynajmniej mieć na uwadze podczas pracy nad projektem?

JK: Mieszkając za granicą, mam większy dystans do tego, co lokalne i współczesne, ale myślę, że do własnej tradycji jesteśmy już i tak wystarczająco zdystansowani we własnym kraju. 
Zdumiewające jest, że żeby dowiedzieć się czegoś o polskiej tradycji i sztuce ludowej Polak musi się wybrać do skansenu, muzeum, biblioteki lub Cepelii. Nie wiem nawet, czy nie łatwiej mu będzie rozpoznać tradycyjny ubiór bawarski niż kurpiowską wycinankę.
 




Jan Kallwejt – grafik i ilustrator. Projektuje na potrzeby przestrzeni internetowej oraz mediów tradycyjnych. Przez kilka ostatnich lat związany zawodowo z polskimi i zagranicznymi agencjami interaktywnymi, obecnie prowadzi własne studio graficzne. Mieszka w Hiszpanii. www.kallwejt.com