| Bartosz Mucha - 2010-06-18 11:28:16
Z Bartoszem Muchą rozmawia Ewelina Lasota.




Wywiad został przeprowadzony w ramach projektu "Rzecz małopolska. Etnodizajn Festiwal" (6-23 maja 2010 r.)
 

EL: Jeszcze do niedawna wizyta w muzeum kojarzyła się z obciachowymi filcowymi pantoflami. Ty odczarowujesz filc, tworząc… filcowe pantofle. Czyżby filc miał powrócić na salony?
 
BM: Faktycznie filc miał w ostatnim czasie swoje pięć minut. Ten projekt nie jest jednak żartem, a te buty rzeczywiście miały być funkcjonalne.
 
EL: Filc, guma, OSB to główne materiały marki POOR. Ich wykorzystanie nieraz wiąże się z niezwykłą pomysłowością. Czy filozofia POOR i chłopska zaradność mają jakiś wspólny mianownik?
 
BM: Może to szybkość i łatwość wykonania obiektów. Nie skupiam się za długo nad wypracowaniem jakiegoś estetycznego kształtu, tylko koncentruję się na tym, aby rzecz po prostu służyła. Zatrzymuję się tam, gdzie rzecz zaczyna pełnić swoją funkcję. Zdobienia to dla mnie warstwa zbędna. Zdecydowanie więc szybkość wykonania to taki wspólny mianownik. Dawniej rzemieślnik wykonywał sprzęty po to, aby ułatwić sobie pracę w gospodarstwie. Rzecz miała być po prostu praktyczna. Jeżeli mowa o etnodizajnie, to często o projektowaniu myśli się jako o ozdabianiu przedmiotów. Ja takie myślenie całkowicie odrzucam.
 
EL: Czy otwarcie magazynów MEK dla projektantów, nie tylko incydentalnie w związku z festiwalem, jest dobrym pomysłem?
 
BM: Wydaje mi się, że tak. Mój projekt nie powstałby bez wizyty w magazynach. Zainspirowało mnie dopiero to, co w nich zobaczyłem.
To, co najbardziej drażni mnie we współczesnym projektowaniu, to drogi, ekskluzywny dizajn. Funkcjonalność rzeczy jest najmniej istotna. Powstają przedmioty, które mogą być używane przez nielicznych. W zbiorach muzealnych można zaobserwować pierwotne znaczenie rzeczy – to, że ona po prostu do czegoś miała służyć. Najlepiej widać to w izbach na ekspozycji stałej. Można zobaczyć, jak używano poszczególnych rzeczy, jak one funkcjonowały w przestrzeni. Nic nie było przypadkowe. Dostrzeżenie tej pierwotności, surowości mogłoby przywrócić projektantom cel. Żeby nie robili kolejnego krzesła, które będzie jeszcze bardziej dziwne od poprzedniego, tylko wykonywali rzeczy tanie i spełniające swoje podstawowe funkcje, nie drogie fetysze.
 
EL: Ale często produkt staje się fetyszem przez fakt doklejenia mu marki. Ty taką markę stworzyłeś.
 
BM: No właśnie dokładnie po to, aby skomentować to zjawisko. Nawet czasem myślę o tym, że mógłby powstać butik, w którym byłyby sprzedawane rzeczy marki POOR. Butik nie miałby zarabiać. Raczej chodziłoby w nim o to, aby pograć z marketingiem.
 
EL: Igrasz także z naszymi przyzwyczajeniami. Pośród Twoich projektów pojawia się często lampka. Niby ta sama, znajoma już forma, a jednak za każdym razem jest to nowa rzecz.
 
BM: Tak, kształt lampki jest ten sam. Chodzi mi o zwrócenie uwagi na światło słoneczne, które dostajemy gratis. Wycinając w czarnej kotarze kształt lampki udało mi się pokazać, że światło jest obecne, wystarczy je wpuścić. Wcale nie musimy płacić elektrowni za prąd. A jeżeli jest ciemno, to po prostu należy spać. Może to też ma jakiś związek z pierwotnym podejściem do życia, kiedy wstawało się wcześnie i chodziło spać z kurami?
 
EL: Do projektu innej lampki wykorzystałeś samoprzylepne gwiazdki, które emitują wcześniej złapane światło. Często tego typu ozdoby rodzice przyklejają nad łóżkiem dziecka. Jednak pomysł, że mógłbyś zaprojektować na Festiwal Etnodizajnu coś, co wiąże się z przestrzenią dziecięcą, początkowo wzbudził Twoją wątpliwość. Z drugiej strony, zaprojektowałeś „smutawki” – zabawki dla dorosłych. Łatwiej jest stworzyć zabawkę dla dorosłego niż dla dziecka?
 
BM: Nie ukrywam, że wolę dorosłego odbiorcę, bo jest bardziej świadomy. Może dostrzec i docenić drugie dno moich projektów. Dziecko nie zauważa zawartej w nich filozofii, a mnie zawsze zależy na tym, aby odbiorca zauważył tkwiącą w nich głębię. Na tym, by odczytał rzecz. A jednak dzieci lubią niektóre moje projekty. Na przykład fotel składający się z czterdziestu futerkowych sześcianów. Dzieci uwielbiały się nim bawić na wszystkich wystawach, na których był prezentowany. No ale jednak nie po to go projektowałem.
 
EL: Na wystawę „Wolnica, Wolność, Wyobraźnia” zaprojektowałeś taczkołyskę.
 
BM: Chciałem nawiązać do taczek, które przestają być elementem wyposażenia gospodarstwa i mogą stać się elementem dekoracyjnym ogrodu. Czymś jak krasnal ogrodowy. Taczkołyska ma szansę jednocześnie stać w ogrodzie i nadal funkcjonować. A poza tym oczywiście może też dekorować tę przestrzeń.
 
EL: Wszystko, co robisz, wiąże się z konkretną filozofią. Sam mówisz, że szukasz świadomego odbiorcy. Czy wobec tego zauważyłeś już jakąś zmianę w podejściu do świata wśród odbiorców Twoich projektów?
 
BM: Chciałbym uniknąć moralizatorstwa. Nie chodzi mi o to, aby przestawiać myślenie ludzi na inne tory. Podoba mi się absurd, taki jak ten u Monty Pythona, bez zadęcia. Nie ma tam żadnej pedagogiki, a jednak przekazują ważne rzeczy. A ja po prostu zwracam na coś uwagę. Jak ktoś też otworzy na to oczy, to fajnie. Jak nie, trudno. Każdy przecież postrzega świat inaczej.
 
EL: Absurd Twoich projektów często ociera się o tzw. sztukę ready made. Gotowe elementy traktujesz jak niedokończone.
 
BM: Tak, chyba najbardziej charakterystycznym projektem tego typu są przetykaczki do umywalki, które wykorzystałem jako przyssawki. Wychodzę z założenia, że użycie czegoś, co już powstało, jest bardzo praktyczne. Wszystkie moje obiekty są swego rodzaju eksperymentami, a ja z nich na co dzień korzystam. W kuchni mam cztery krzesła z OSB. W pokoju stoi filcowy stolik. Używam też lampki nocnej. To wszystko mi służy.
 
 

Bartosz Mucha – z wykształcenia grafik, projektant 2 i 3D, twórca marki POOR design. Prowadzi zajęcia z projektowania graficznego na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Współpracuje z magazynem projektowym 2+3D. Jego nowy projekt „PARARCh” eksploruje problem architektury alternatywnej.
www.poor.pl